Estonia - Karepa 2010, cz 1 przez Zygmunt

1 Styczeń, 2016


Warsztaty w Estonii

Jak co roku w lipcu Estoński Klub Nowofundlanda zorganizował warsztaty pracy wodnej.
Jak co roku nie mogło nas tam zabraknąć – tym bardziej, że po raz kolejny mieliśmy okazję współpracować z trenerami z Niemiec.
Tym razem do Estonii wybraliśmy się w następującym składzie: Jacenty (coach), Karina (helper i przewodnik Terrora), Agnieszka, Andrzej z dzieciakami i Nero (uczestnicy) i Ruda (coach).

Swoją podróż rozpoczęliśmy w piątek od spotkania w hotelu w Szypliszkach. Było pyszne jedzonko, piwko i ustalanie trasy. Po noclegu w sobotę wczesnym rankiem udaliśmy się w dalszą podróż, kilka przystanków i …. jesteśmy – wymarzona Karepa wita nas piękną pogodą i uśmiechniętymi twarzami starych przyjaciół. Kolejno wpadamy w objęcia: Ago i Katry (organizatorów) oraz Nicole i Chrisa – naszych starych przyjaciół i coach’ów – którzy razem z nami poprowadzą zajęcia na tej pięciodniowej imprezie.
Wieczorem siedzimy spijamy piwo i inne smakowite napitki – nie czujemy zmęczenia, ani upływu czasu tym bardziej, że zmrok zapada tutaj nad ranem ;-).
Niedziela wita nas palącym słońcem i kompletną flautą – przez chwilę zastanawiam się czy jestem nad morzem, czy to duże jezioro?
Powoli zjeżdżają się uczestnicy obozu, my zaczynamy planować zajęcia i odpoczywamy, równocześnie w międzyczasie sprawdzamy wodę i przygotowujemy stanowiska do treningów.
Wieczorem Ago zabiera mnie na przejażdżkę na poduszce ciągniętej za motorówką – fantastyczna zabawa -  polecam. Później przysiadamy się do ogniska na plaży witamy starych znajomych i gadamy przy ogniu. Jest fantastycznie ciepło, a wokoło pełno psów.
Poniedziałek rozpoczyna się od śniadania, po którym następuje oficjalne rozpoczęcie imprezy. Katra wita wszystkich i opowiada o planach na najbliższe dni. Później następuje podział na grupy.
Około godziny 11.00 ruszamy na plażę – tym razem trenerzy będą prezentowali umiejętności swoich psów. Pokaz trwa około godziny, a każde wykonane ćwiczenie jest nagradzane oklaskami międzynarodowej publiczności: są wśród nas: Estończycy, Łotysze, Niemcy, Polacy a nawet uczestnicy z Finlandii.
Popołudniu rozpoczynamy regularne treningi, mamy co robić bo każda grupa liczy ok. 12 psów.
Dwoimy się i troimy – nie brakuje jednak żartów i pomocników. Atmosfera jest super.
Siedzimy w wodzie do kolacji – ćwiczymy różne elementy, Terror załapuje się na trening z wyluzowaniem ćwiczy co mu karzą, a na koniec zapada na plaży w sen.
Wieczorem zajęcia z pierwszej pomocy ludziom i psom, trwają do pierwszej w nocy, później rozmowy kuluarowe. Rano bezlitosny budzik zrywa mnie z łóżka, czuję wszystkie mięsnie, pozwalam pospać Jackowi i Karinie, a sama wymykam się z Momo i Terrorem do lasu – jak tu cicho -  dopada mnie refleksja, na śniadanie zjadam podczas spaceru poziomki zrywane prosto z krzaków, brakuje mi do nich tylko kawy i bitej śmietany. Zaprowadzam psy do pokoju i z Boosterem pędzę na polowanie – sukces mam kawę. Z parującym kubkiem i Boostim u boku pędzę obudzić Agę i Andrzeja; czas na śniadanie i trening. Tak będzie wyglądał każdy poranek do piątku włącznie.